Do lodowiska trzeba było dojść przez plac. Wybiegłam na zewnątrz. Wpadłam na Bena i przewróciłam się.
-O matko. Przepraszam...-powiedział.
-Nic się nie stało...-wstałam i otrzepałam się z ziemi.
-To było do ziemi.-uśmiechnął się ironicznie.
-Pacan.-mruknęłam pod nosem. Odeszłam na kilka kroków gdy nagle chwycił mnie za ramię.
-Jestem cierpliwy, ale nie lubię gdy ktoś mnie obraża.
-A jak inaczej można cię nazwać?-wywróciłam oczami. Usłyszeliśmy kroki.
-Masz szczęście. Lepiej się pilnuj.-mruknął i odbiegł. Zmarszczyłam brwi. Okropnie przewrażliwiony. Podszedł do mnie wysoki chłopak z brązowymi włosami.
-Wszystko dobrze?-zapytał. Skinęłam głową.
-Widziałeś?
-Tak. Od początku był jakiś dziwny, ale od rozmowy z dyrektorem jest jeszcze gorszy.
-Co?
-Nieważne. I tak nie znam szczegółów.-spojrzał na mnie. Widać było że nie mówi całej prawdy. Spojrzałam na zegarek.
-Muszę iść. Ale... proszę, nikomu o tym nie mów.-przez chwilę patrzył na mnie zdziwiony, ale w końcu skinął głową. Pobiegłam w stronę lodowiska. Nikogo jeszcze tam nie było, nawet trenerki. Odetchnęłam z ulgą i poszłam do szatni. Włożyłam białe leginsy i bluzę, po czym zaczęłam zawiązywać łyżwy. Kiedy wyszłam, trenerka już na mnie czekała.
-Czekałam 10 minut.-zastukała paznokciem w zegarek. Po chwili weszła Rita, Ellie, Dean i Yuki.
-To przez to, że czekała na nas, proszę jej wybaczyć...-zaczęła Hiszpanka.
-No dobrze...-trenerka westchnęła.-Właź na lód.-machnęła ręką w stronę tafli. Zdjęłam nakładki na ostrza łyżew i zaczęłam jeździć żeby się rozgrzać. Kiedy już byłam gotowa, wykonałam kilka skoków. Potem piruety, a na koniec kilka kombinacji. Podjechałam do bandy. Byłam zmęczona. Nie wiedziałam ile czasu spędziłam na lodowisku, ale to chyba nie miało większego znaczenia.
-Na tą chwilę chyba wystarczy.-powiedziała trenerka.-Jutro zaczniemy ćwiczyć układ na zawody.-kiwnęłam głową. Podjechałam do reszty, siedzieli na trybunach na drugim końcu lodowiska.
-Muy bien!-Rita podeszła do bandy i mnie przytuliła.-Nie znam się na tym, ale byłaś świetna.
-Muszę jeszcze poprawić kilka rzeczy...-powiedziałam.
-To jak ty jeździsz kiedy robisz wszystko jak należy?-zapytała Yuki. Wzruszyłam ramionami.
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Chyba jeszcze nigdy nie pojechałam idealnie...
-Coś tak czuję że niewiele ci do tego brakuje.-powiedział ktoś. Wszyscy się odwrócili. To był ten chłopak, którego dzisiaj spotkałam.
-Jak ty tu...?-zdziwiła się Ellie. Jeszcze przed chwilą go tam nie było.
-Przyszedłem tu na trening. Trochę za wcześnie.-powiedział.
-Kim ty w ogóle jesteś?-zapytała Rita.
-Dmitriy Korolev.-przedstawił się. Mina mi zrzedła.
-Korolev?
-Tak.-kiwnął głową i poszedł w stronę szatni.
-O co tu chodzi? Kim on jest?-zapytał Dean. Był zmieszany, tak jak reszta.
-Syn dyrektora.-mruknęłam i walnęłam pięścią w bandę. Nie wiedziałam zresztą czemu.
-Spokojnie...-Ellie położyła mi rękę na ramieniu.
-Nienawidzę tego gościa.
-Jego?-Dean kiwnął głową w stronę szatni.
-Nie.-powiedziałam i wyszłam poza lodowisko. Nałożyłam na ostrza nakładki i poczłapałam w stronę szatni, z której Dmitriy zdążył już wyjść. Przebrałam się i poszłam w stronę wyjścia. Reszta poszła za mną. Szliśmy w niezręcznej ciszy.
-A tak w ogóle, to dostaniemy tu jakieś jedzenie, czy będziemy tu ciągnąć na głodniaka?-zapytał mnie Dean.
-O 18 musimy iść do stołówki.-odpowiedziałam.
-A która teraz jest?-Rita spojrzała na zegarek.
-17.30.-powiedziała.-Siedzieliśmy tam półtorej godziny.
-Nieźle. To co, spotykamy się tutaj za 20 minut?-Ellie klasnęła w dłonie. Wszyscy kiwnęliśmy głowami i rozeszliśmy się do pokoi.
Po 20 minutach poszłam w umówione miejsce. Wszyscy już tam czekali. Poszliśmy w kierunku stołówki. Kiedy weszliśmy do środka, wszyscy otworzyli szeroko oczy ze zdumienia.
-To wygląda na pięciogwiazdkową restaurację, a nie szkolną stołówkę.-stwierdziła Yuki.
-No... Jedzenie też takie będzie?-zapytała Rita.
-Zależy czy spodobasz się kucharce.-podeszłam do barku i wzięłam swoją porcję. Reszta zrobiła to samo.
-Skąd ona wiedziała co chcę?-zdziwiła się Yuki, patrząc na talerzyk z sushi.
-Nie wiem...-wzruszyłam ramionami i usiadłam przy stoliku. Reszta również usiadła. Po chwili przyszedł też Ben. Usiadł przy innym stoliku, w kącie sali.
-Trochę mi go szkoda.-stwierdziła Ellie.
-Jak chce, to niech tam siedzi. Mógł przecież się tu dosiąść, jest jeszcze jedno miejsce.-Dean wskazał puste miejsce po jego prawej stronie. Wbiłam wzrok w stół. Kątem oka zauważyłam, że Francuz ciągle patrzy w moją stronę. Po chwili wszedł dyrektor.
-Witam was w akademii.-zaczął.-Powstała ona dzięki mnie i mojemu bliskiemu przyjacielowi, który niestety nie doczekał tego momentu...-spojrzał na mnie, a potem kontynuował swoje przemówienie, w tym wspominał mojego ojca. Czułam na sobie spojrzenie Bena. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Wypadłam ze stołówki i wbiegłam na piętro, do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam kolana pod brodę i zaczęłam płakać. Przez śmierć matki, ojca i to, że w ogóle się tu znalazłam.
<Ellie? Co się działo potem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz