- Yulia ! - zawołała Rita, biegnąc za dziewczyną. Sama walczyłam z chęcią, by to zrobić. Kimkolwiek był dyrektor, nienawidziła go.
- Cóż... To chyba wszystko. Czujcie się jak u siebie w domu - dokończył swoją przemowę uśmiechem i wyszedł. Siedzieliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy. Każdy wpatrzony w swój talerz. Chwilę jeszcze maltretowałam jedzenie widelcem i podeszłam do okienka by oddać talerz.
- Nie smakowało ? - spytała ze zdziwieniem kucharka. Miała ciepłą twarz, okoloną krótkimi rudymi włosami. Miała nie więcej niż 25 lat.
- Nie - uśmiechnęłam się - tylko średnio się czuję po podróży...
- Choroba lokomocyjna ? Jeśli jeszcze będzie cię męczyć, to przyjdź do kuchni i zapytaj o Lucy. Coś wymyślimy - mrugnęła porozumiewawczo, znikając za drzwiami.
- Nie ma to jak zaprzyjaźnić się z kucharką - powiedział ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Bena. W ręce trzymał swój talerz. Jednak przyglądał się mi z zainteresowaniem.
- Nie powinno cię to obchodzić - posłałam mu lodowate spojrzenie.
- A powiedziałem, że obchodzi ? - warknął, przeciskając się obok mnie, by odłożyć talerz. Odchodząc, rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie i wyszedł.
- Przyjemniaczek, nie ma co... - skomentował Dean, kiedy wróciłam do stolika.
- Ech... - westchnęłam, siadając - Jakie macie pokoje ?
- 457 - powiedziała Yuki, odkładając pałeczki.
- A ja 296 - mruknął Irlandczyk.
- Zauważyliście, że jest tak dużo pokoi a oni rozstawiają nas daleko od siebie ? - spytałam, pochylając się w ich stronę - Albo, że nie ma nikogo oprócz nas ?
- Pewnie przyjadą - machnął ręką chłopak - może nawet niedługo... Kto idzie ze mną poczatować ?
- Ja muszę się rozpakować - westchnęła japonka, wstając od stołu - Do zobaczenia - uśmiechnęła się, odchodząc.
- A ty ?
- I tak nie mam co do roboty - stwierdziłam po chwili zamyślenia. Twarz Deana rozjaśniła się.
- Super. Idziemy teraz czy...
- Teraz. Nie chcę nikogo przegapić - zaśmiałam się. Wyszliśmy na dwór. Usiadłam na schodach przed Akademią, podciągając kolana pod brodę.
- Skoro mamy tutaj siedzieć przez jakiś czas, to może powiesz mi coś o sobie ? - zaproponował, patrząc się w bramę.
- Okej - wzruszyłam ramionami - Mam na imię Ellie. Mam 17 lat. Jeżdżę na nartach, czym irytuję rodziców. Nie moja wina, że liczyli na córkę dentystkę - prychnęłam - Mam brata Sama. Ma 7 lat i jeździ konno. Kocha to. Powiedzmy sobie szczerze. Rodzice jak tylko znaleźli tą szkołę, zapisali mnie do niej. Chcieli się mnie pozbyć, bo uważali, że mam zły wpływ na brata. W wolnym czasie czytam książki i rysuję. Ale lepiej tego nie widzieć - zaśmiałam się - Teraz ty.
- Więc... Mam na imię Dean.Mam 18 lat.Moi rodzice są weterynarzami. Dzięki nim kocham zwierzęta. Od 12 lat uczę się tańca irlandzkiego. To dlatego się tu znalazłem.
- Masz jakieś zwierzę ? - spytałam.
- Koty. Dwa. Ale zostały w Irlandii. - zasmucił się.
- Szkoda - powiedziałam cicho. Przez godzinę, wygłupialiśmy się. Nikt nie przyjechał, więc postanowiliśmy wejść do środka.
- Do jutra - pomachałam mu i umknęłam do siebie do pokoju. Najchętniej zobaczyłabym co z Yullie, ale nie wiedziałam, gdzie ma pokój. Poszłam więc do siebie. Kiedy otworzyłam drzwi, mało co nie potknęłam się o dzbanek z herbatą. Uśmiechnęłam się pod nosem, wdychając znajomy aromat. Była również kartka.
Mam nadzieję, że pomoże. Lucy.
Przebrałam się w piżamę, chwilę jeszcze czytałam książkę i zapadłam w błogi sen...
<Rita? Jak rozmowa z Yullie ? Dean ? Co robiłeś po tym jak poszłam?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz