-Nic co by cię zainteresowało.-odpowiedziałam Jem'owi.
-Może jestem w stanie pomóc.-powiedział.-Niektórzy uważają że umiem słuchać lepiej niż inni.
-Być może.-zlustrowałam go wzrokiem.
-Możesz mi zaufać. Nikomu nie powiem.-albo mówił prawdę, albo był świetnym aktorem.
-Niech ci będzie.-westchnęłam.-Ostatnio jest mi coraz ciężej. Matka zginęła dawno temu, a ojciec niedawno. On był ostatnią osobą jaką miałam.
-Wiem co czujesz...
-Co?-nie byłam przyzwyczajona do takiej reakcji. Zwykle ktoś mówił "przykro mi", czy coś podobnego.
-Ja zostałem porzucony, w celu "wzmocnienia".-wywrócił oczami.
-Szczerze...? Nie spotkałam jeszcze kogoś, kto by mnie rozumiał.-spuściłam wzrok na swoje dłonie i zaczęłam wyłamywać palce.
-Ja też.-mruknął Jem.-To trochę pocieszające.
-Czemu nie.-uśmiechnęłam się blado.-Dziękuję.
-Za co?-chłopak był zbity z tropu.
-Że rozumiesz.-wyszliśmy razem na korytarz.
-Co mamy teraz?-zapytał Fin.
-Teraz..-poszperałam w pamięci.-Ja mam trening. Ty pewnie też.
-A, no tak.-klepnął się dłonią w czoło, po czym rozeszliśmy się w swoje strony. Kiedy dotarłam na lodowisko, trenerka pisała coś na kartce.
-O, jesteś.-powiedziała.
-Dzisiaj ćwiczymy układ, tak?-zapytałam.
-Tak. Idź się przebrać.-pobiegłam do szatni. Po chwili weszłam na taflę. Trenerka dawała mi polecenia.
-Dobrze, wystarczy.-powiedziała trenerka po jakimś czasie.-Masz tu kartkę, przestudiuj kroki.
-Dziękuję.-założyłam nakładki na łyżwy i wzięłam lekko wymięty papier pokryty notatkami i kilkoma rysunkami. Poczłapałam do szatni, po czym poszłam do pokoju odłożyć torbę. Usiadłam na łóżku. Zostało 15 minut do kolacji. Poszłam do stołówki, w której już byli wszyscy. Siedzieli przy jednym stoliku, tylko Jem siedział osobno. Wzięłam swoją porcję i usiadłam naprzeciwko niego. Kątem oka widziałam, że Ben cały czas patrzy ukradkiem w moją stronę.
<Ben?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz