Co jakiś czas zerkałem na stół przy którym usiedli Yulia z Jemem. Rozmawiali o czymś w ciszy. Jeszcze przez chwilę dźgałem jedzenie widelcem, kiedy poczułem jak ktoś nade mną staje. Nie wiem, kogo się spodziewałem, ale na pewno nie tej brzydkiej jak grzech, zastępczyni dyrka.
- Pan
Korolev wzywa cię do siebie - powiedziała tym swoim śmiesznie wysokim głosem. Przewróciłem oczami i wstałem. Odłożyłem talerz do okienka, dziękując cicho.
- Wiem gdzie iść - rzuciłem lekkim tonem, wychodząc na korytarz. Skierowałem się prosto do gabinetu dyrektora. Już miałem zapukać, kiedy drzwi same się otworzyły. Ze środka wyszedł jakiś ubrany w czarną skórę facet. Miał długie do ramion, czarne, przetłuszczone włosy, bary jak szafa oraz mięśnie jak stal. Przez jego twarz biegła długa, biała blizna, biegnąca przez cały policzek. Na oczach miał okulary przeciwsłoneczne.
- Ach. Ben Wejdź do środka - zawołał Korolev. Przecisnąłem się obok mężczyzny, który cicho zamknął za mną drzwi - Poznaj...
- Znam go - przerwałem mu - Spotkaliśmy się... cztery lata temu ?
- Pięć młodziku - wyszczerzył resztki zębów, które mu zostały.
- Po co kazałeś mnie przyprowadzisz. Jadłem kolację - zwróciłem się ponownie do dyrektora.
- Pan Gerdian przyjechał się z tobą zobaczyć i tyle.
- W takim razie się przejdzamy - zaproponowałem. Kiedy szliśmy korytarzem, minęliśmy Deana.
- Mógłbyś powiedzieć Pani Gonzalez, że nie będzie mnie na lekcji? - spytałem. Popatrzył podejrzliwie na stojącego za mną mężczyznę.
- Chyba tak - odpowiedział powoli.
- Dzięki - klepnąłem go w ramię i ruszyłem po schodach do swojego pokoju.
- Dlaczego akurat teraz się pojawiłeś? - zapytałem po drodze.
- Zwalniają wcześniej twojego brata. - Odpowiedział niewzruszony. Świat zawirował mi przed oczami - spokojbie. Dostanie kuratora - usiadł na łóżku.
- I tak go niedługo wsadzą - wzruszyłem ramionami - I będą to robić, póki nie zapanuje nad sobą - uderzyłem z całej siły w biurko.
- Możesz powiedzieć mi wszystko. Jestem twoim chrzestn. - Uśmjechnął się zadowolony z siebie.
- Powiedziałem ci już wszystko, co powinneś wiedzieć.
- Ale nie tylko po to tutaj przyjechałem. Chciałem ci też pogratulować - z pod kurtki wyciągnął butelkę wódki.
- Schowaj to - machnąłem ręką - wracając do kuratora. Ustalono co ze mną?
- Dadzą ci spokój o ile nie będziesz niegrzeczny - zaśmiał się mężczyzna.
- Bardzo zabawne - mruknąłem - kiedy wyjeżdżasz?
- Niedawno przyjechałem. Ale skoro już mnie wyganiasz - podniósł się powoli z łóżka.
- Tak. I zabierz to swoje cholerstwo - wskazałem na butelkę.
- Jak chcesz. Jeszcze kiedyś cię odwiedzę - rozejrzał się dookoła i zniknął za drzwiami. Westchnąłem, wyciągając lekcje na jutro. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Po chwili stanęła w nich Yulia z jakąś butelką w ręce. Zaklnąłem pi francusku, wyrwałem ją jej i wyrzuciłem przez okno.
<Yulia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz