piątek, 28 lutego 2014

Od Jack Cd. Rita

Z zdenerwowaniem jeździłam kolczykiem po zębach. Nadal czekałam na wejście do gabinetu dyrektora.
- Jackie. Spokojnie - ojciec położył mi rękę na ramieniu.
-Na pewno tego chcesz ? - spytała po raz setny tego dnia mama.
- Przestań się jej ciągle pytać Marie - skarcił ją tata.
- Ty nie jesteś lepszy ! Pojawiasz się nagle i...
- Przestańcie się kłócić ! - nie wytrzymałam. Mocniej ścisnęłam pasek swojej torby. Nagle drzwi się otworzyły.
- Możesz wejść - powiedziała skrzekliwym głosem jakaś kobieta. Mruknęłam coś i z spuszczoną głową weszłam do środka. Było już dawno po 23 więc zdziwiłam się,  że zechciał mnie przyjąć.
- Jacqueline prawda?
- Tak - skinęłam głową,  sięgając do torby po dokumenty. Podałam mu je. Szybko sprawdził parę rzeczy,  mrucząc przy tym pod nosem i oddał mi dowód z powrotem.
- Mam nadzieję,  że spodoba ci się u nas. Twoi rodzice chcą może coś obgadać?  - Spytał,  przyglądając mi się dokładnie.
- Raczej nie. Pewnie już pojechali.
- Wszystko masz napisane na planie. Do widzenia - wydawał się chłodny i poważny. Wyszłam na korytarz. Moi rodzice faktycznie się już zmyli,  zostawiając tylko moje dwie walizki.
- Echh.. - Westchnęłam,  ciągnąc je za sobą do pokoju 149. Przeszłam ponownie przez hol,  zatrzymując się na chwilę , by podziwiać jego wspaniały wygląd.  Z trudem wspięłam się na drugie piętro.
- Pomóc ci?  - podeszła do mnie dziewczyna z śniadą karnacją oraz długimi,  ciemno brązowymi włosami.
- Nie trzeba. Wiesz,  gdzie jest pokój 149 ?
- Jasne. Chodź za mną. Przy okazji jestem Rita.
- Jack - uśmiechnęłam się do niej.
- Kiedy przyjechałaś?  - Zapytała,  skręcając w jeden z korytarzy.
- Jakieś 20 minut temu.
- Spoko. Grasz na skrzypach?  - Spytała,  odwracając się w moją stronę. Staliśmy przed pokojem 149.
- Tak. Skąd wiedziałaś?
<Rita?>

niedziela, 23 lutego 2014

Od Bena Cd. Yulia

Co jakiś czas zerkałem na stół przy którym usiedli Yulia z Jemem. Rozmawiali o czymś w ciszy. Jeszcze przez chwilę dźgałem jedzenie widelcem, kiedy poczułem jak ktoś nade mną staje. Nie wiem, kogo się spodziewałem, ale na pewno nie tej brzydkiej jak grzech, zastępczyni dyrka.
- Pan Korolev wzywa cię do siebie - powiedziała tym swoim śmiesznie wysokim głosem. Przewróciłem oczami i wstałem. Odłożyłem talerz do okienka, dziękując cicho.
- Wiem gdzie iść - rzuciłem lekkim tonem, wychodząc na korytarz. Skierowałem się prosto do gabinetu dyrektora. Już miałem zapukać, kiedy drzwi same się otworzyły. Ze środka wyszedł jakiś ubrany w czarną  skórę facet. Miał długie do ramion, czarne, przetłuszczone włosy, bary jak szafa oraz mięśnie jak stal. Przez jego twarz biegła długa, biała blizna, biegnąca przez cały policzek. Na oczach miał okulary przeciwsłoneczne.
- Ach. Ben Wejdź do środka - zawołał Korolev. Przecisnąłem się obok mężczyzny, który cicho zamknął za mną drzwi - Poznaj...
- Znam go - przerwałem mu - Spotkaliśmy się... cztery lata temu ?
- Pięć młodziku - wyszczerzył resztki zębów, które mu zostały.
- Po co kazałeś mnie przyprowadzisz. Jadłem kolację - zwróciłem się ponownie do dyrektora.
- Pan Gerdian przyjechał się z tobą zobaczyć i tyle.
- W takim razie się przejdzamy - zaproponowałem. Kiedy szliśmy korytarzem,  minęliśmy Deana.
- Mógłbyś powiedzieć Pani Gonzalez,  że nie będzie mnie na lekcji? - spytałem. Popatrzył podejrzliwie na stojącego za mną mężczyznę.
- Chyba tak - odpowiedział powoli.
- Dzięki - klepnąłem go w ramię i ruszyłem po schodach do swojego pokoju.
- Dlaczego akurat teraz się pojawiłeś?  - zapytałem po drodze.
- Zwalniają wcześniej twojego brata. - Odpowiedział niewzruszony. Świat zawirował mi przed oczami - spokojbie. Dostanie kuratora - usiadł na łóżku.
- I tak go niedługo wsadzą - wzruszyłem ramionami - I będą to robić,  póki nie zapanuje nad sobą - uderzyłem z całej siły w biurko.
- Możesz powiedzieć mi wszystko. Jestem twoim chrzestn. - Uśmjechnął się zadowolony z siebie.
- Powiedziałem ci już wszystko,  co powinneś wiedzieć.
- Ale nie tylko po to tutaj przyjechałem. Chciałem ci też pogratulować - z pod kurtki wyciągnął butelkę wódki.
- Schowaj to - machnąłem ręką - wracając do kuratora. Ustalono co ze mną?
- Dadzą ci spokój o ile nie będziesz niegrzeczny - zaśmiał się mężczyzna.
- Bardzo zabawne - mruknąłem - kiedy wyjeżdżasz?
- Niedawno przyjechałem. Ale skoro już mnie wyganiasz - podniósł się powoli z łóżka.
- Tak. I zabierz to swoje cholerstwo - wskazałem na butelkę.
- Jak chcesz. Jeszcze kiedyś cię odwiedzę - rozejrzał się dookoła i zniknął za drzwiami. Westchnąłem, wyciągając lekcje na jutro. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Po chwili stanęła w nich Yulia z jakąś butelką w ręce. Zaklnąłem pi francusku,  wyrwałem ją jej i wyrzuciłem przez okno.
<Yulia?>

sobota, 22 lutego 2014

Od Yulii CD Ben

-Nic co by cię zainteresowało.-odpowiedziałam Jem'owi.
-Może jestem w stanie pomóc.-powiedział.-Niektórzy uważają że umiem słuchać lepiej niż inni.
-Być może.-zlustrowałam go wzrokiem.
-Możesz mi zaufać. Nikomu nie powiem.-albo mówił prawdę, albo był świetnym aktorem.
-Niech ci będzie.-westchnęłam.-Ostatnio jest mi coraz ciężej. Matka zginęła dawno temu, a ojciec niedawno. On był ostatnią osobą jaką miałam.
-Wiem co czujesz...
-Co?-nie byłam przyzwyczajona do takiej reakcji. Zwykle ktoś mówił "przykro mi", czy coś podobnego.
-Ja zostałem porzucony, w celu "wzmocnienia".-wywrócił oczami.
-Szczerze...? Nie spotkałam jeszcze kogoś, kto by mnie rozumiał.-spuściłam wzrok na swoje dłonie i zaczęłam wyłamywać palce.
-Ja też.-mruknął Jem.-To trochę pocieszające.
-Czemu nie.-uśmiechnęłam się blado.-Dziękuję.
-Za co?-chłopak był zbity z tropu.
-Że rozumiesz.-wyszliśmy razem na korytarz.
-Co mamy teraz?-zapytał Fin.
-Teraz..-poszperałam w pamięci.-Ja mam trening. Ty pewnie też.
-A, no tak.-klepnął się dłonią w czoło, po czym rozeszliśmy się w swoje strony. Kiedy dotarłam na lodowisko, trenerka pisała coś na kartce.
-O, jesteś.-powiedziała.
-Dzisiaj ćwiczymy układ, tak?-zapytałam.
-Tak. Idź się przebrać.-pobiegłam do szatni. Po chwili weszłam na taflę. Trenerka dawała mi polecenia.
-Dobrze, wystarczy.-powiedziała trenerka po jakimś czasie.-Masz tu kartkę, przestudiuj kroki.
-Dziękuję.-założyłam nakładki na łyżwy i wzięłam lekko wymięty papier pokryty notatkami i kilkoma rysunkami. Poczłapałam do szatni, po czym poszłam do pokoju odłożyć torbę. Usiadłam na łóżku. Zostało 15 minut do kolacji. Poszłam do stołówki, w której już byli wszyscy. Siedzieli przy jednym stoliku, tylko Jem siedział osobno. Wzięłam swoją porcję i usiadłam naprzeciwko niego. Kątem oka widziałam, że Ben cały czas patrzy ukradkiem w moją stronę.

<Ben?>

piątek, 21 lutego 2014

Od Jema Cd. Yulia

Czułem na sobie wzrok reszty "klasy" Jeśli można to tak nazwać. Zbiegłem po schodach i podszedłem do nauczycielki.
- Ach - uderzyła się w czoło - Pewnie jesteś tym chłopakiem z Finlandii - zaczęła pstrykać palcami, próbując przypomnieć sobie moje imię.
- James - uśmiechnąłem się.
- Usiądź gdzieś na wolnym miejscu w miarę blisko - powiedziała, zataczając ręką. Wybrałem siedzenie koło jakiejś dziewczyny. Miała śniadą cerę oraz ciemne włosy.
- Jak już mówiłam - zaczęła kobieta - Nazywam się Jullietta De Luca. Jestem z Włoch i będę waszą nauczycielką od Zajęć Artystycznych. Mam nadzieję, że spędzimy ze sobą szczęśliwe dwie godziny tygodniowo. Wiem, że na jedną godzinę  będą do nas dołączać również dwie inne osoby. Teoretycznie powinnam wam wystawiać z tego oceny. Ale ponieważ i tak nie miałabym za bardzo z czego, więc jeśli będziecie chętni w graniu sztuk to łatwa ocena w kieszeni - mrugnęła do nas porozumiewawczo - Sądzę, że dobrym rozpoczęciem roku byłaby sztuka "Romeo i Julia" - Jakiś chłopak głośno jęknął, uderzając głową o stół.
- Panie Verne - upomniała go nauczycielka - Może pan robić dekoracje, jeśli nie odpowiada panu sztuka teatru.Jednak role rozdam na następnych lekcjach, gdy będą już wszyscy - dokończyła. Przez resztę czasu omawiała z nami sztukę dobrego grania. Osobiście mnie to nie interesowało tak jak resztę. Jakaś dziewczyna po cichu próbowała nawiązać rozmowę z chłopakiem o nazwisku Verne. Kiedy w końcu zabrzmiał dzwonek wszyscy czym prędzej wybiegli z Audytorium. Chwyciłem plecak i spokojnie ruszyłem za nimi. Zerknąłem na klucz, który trzymałem w ręku. Rozpakuję się po lekcjach. Teraz tylko wezmę strój do szermierki, którą miałam następną. Nagle usłyszałem ciche szlochanie. Uchyliłem drzwi pokoju obom i zauważyłem, że jakaś dziewczyna siedzi z podkulonymi nogami na łóżku i płacze.
- Coś się stało ? - spytałem, zaglądając do środka. Dziewczyna tylko pokręciła głową, podnosząc na mnie zaczerwienione oczy.
- Kim jesteś ? - spytała - Widziałam cię dzisiaj na stołówce.
- Jestem nowy. Jem - przedstawiłem się, podchodząc do niej - Co się stało ?
<Yulia?>

czwartek, 20 lutego 2014

Od Bena Cd. Jem

Kiedy wszedłem do stołówki, poczułem na sobie wzrok reszty. Chwyciłem talerz z sterty stojącej przy drzwiach i ruszyłam w ich stronę.
- Mogę się dosiąść ? - spytałem, patrząc na każdego z nich z osobna.
- Chyba tak...
- Nie - powiedziały w tym samym czasie Yulia i hiszpanka. Nie pamiętam jej imienia. Stałem niepewny. Z jednej strony w miarę przyjazne spojrzenie Ellie a z drugiej strony tej Rosjanki.
- To trudno - wzruszyłem ramionami, siadając parę stolików od nich. Zrobiłem sobie parę kanapek i zacząłem je powoli zjadać. Wyciągnąłem plan, sprawdzając co mam następne. Uniosłem brwi ze zdziwieniem na widok zajęć teatralnych. Jak ja ich nienawidzę. Nigdy nie lubiłem teatru. Usłyszałem jak drzwi otwierają się i zamykają. Podniosłem wzrok i zobaczyłem strasznie bladego chłopaka z czarnymi jak noc włosami. Był wysoki, trochę wyższy ode mnie.
- Szermierz - pomyślałem od razu. Miał specyficzny, sprężysty chód oraz bacznie rozglądał się, jakby zaraz z sufitu mieli spaść ninja. Obok niego szła starsza kobieta. Była niższa od chłopaka. Miała długie do ramion, brązowe włosy przetykane siwizną. Jej twarz wyglądała młodo. Jedynie, kiedy się uśmiechała, można było zauważyć kurze łapki w kącikach zielonych oczu. Ta dwójka zwróciła także uwagę drugiego stolika. Jednak po chwili czarnowłosy chłopak wraz z kobietą usiadli i również zaczęli jeść śniadanie. Nie byli daleko ode mnie,  więc słyszałem trochę ich rozmowy. Trudno mi było cokolwiek zrozumieć. Mówili bardzo łamliwym językiem. Co jakiś czas kobieta poprawiała włosy chłopakowi. W końcu lekko odciągnął rękę od swojej twarzy,  mówiąc coš do niej szeptem.  Posłała mu uśmiech,  pocałowała w czubek głowy i odeszła,  odwracając się jeszcze w drzwiach by na niego spojrzeć. Chłopak jednak skubał chleb zamyślony i zapatrzony w okno. Po kilku minutach zabrzmiał cichy dzwonek, przywracający nas do lekcji . Z niechęcią udałem się w stronę audytorium. Ciekawe,  kto jeszcze miał Zajęcia Teatralne. Okazało się,  że wszyscy oprócz Yuli oraz Deana. Usiadłem w jednym z ostatnich rzędów i skuliłem mocno ramiona. Może pozostane nie zauważony i dadzą mi spokój. Usłyszałem jak ktoś idzie w moją stronę. Podniosłem wzrok i ze zdziwieniem spojrzałem na Ellie.
- Mogę się dosiąść? - spytała szeptem.
- Jasne - wskazałem brodą na siedzenie koło mnie.
- Nie ukrywajcie się tam gołąbeczki - zaświergotała z dołu nauczycielka. Była ubrana w kanarkową koszulę oraz miętowe spodnie. Jej brązowe włosy stały w nieładzie a okulary w drucianych oprawkach opadały na nos. Zaklnąłem pod nosem i zszedłem powoli na dół -  Pan Verne jak zgaduję - kobieta śmiesznie wydęła pomalowane na czerwono usta. Skinąłem głową,  opadając ze znudzeniem na krzesło. Yuki siedziała najbliżej mnie i wyraźnie szukała miejsca,  gdzie może się przesiąść.
- Witajcie. Nazwyam się...  Kobieta nie zdążyła powiedzieć,  ponieważ drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich chłopak ze stołówki.
<Jem? >

środa, 19 lutego 2014

Od Ellie Cd. Ben, Yulia, Rita, Dean, Yuki

Kiedy wszyscy weszliśmy do klasy,  zaczęła się lekcja.
- Witajcie. Nazywam się Sarah  Johnson .Przyleciałam tutaj aż z Londynu i mam nadzieję , że to docenicie. Rozdam wam teraz spis lektur,  kalendarz oraz materiał,który będziemy w tym roku przerabiać. - Podała każdemu z nas plik kartek.  Zerknęłam z powątpieniem na siedzącego przede mną Deana.
- Dużo tego - mruknęłam, przerzucając kolejne kartki w spisie lektur.
- Bo widzi pani panno Blue, nie zawsze mięśnie są ponad umysł. Czego nie można piwuedzieć o Pani ostatnich ocenach - zacisnęłam ręce na blacie aż zbielały mi kostki - Mam nadzieję,  że w tym roku się poprawisz,  by nie zaniżać średniej klasy - rzuciła lekko. Zerwałam się gwałtownie z krzesła,  które z hukiem spadło na podłogę.
- Dowidzenia - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Chwyciłam torbę i wybiegłam z sali. Od razu udałam się do swojego pokoju by trochę ochłonąć. Sięgnęłam po telefon odruchowo chciałam zadzwonić do Jack,  mojej przyjaciółki. Zapomniałam jednak, że ma teraz lekcje. I ja też. Odetchnęłam po raz ostatni i wyszłam z pokoju. Udałam się prosto do gabinetu dyrektora.
- Proszę - zawołał ze środka. Weszłam niepewnie. Siedział przy biurku, otoczony papierami - Coś się stało ?
- Tak trochę - usiadłam na krześle i zaczęłam mu opowiadać scenę z angielskiego.
- Dobrze - odchylił się do tyłu - porozmawiam z nią i zobaczymy, co da się zrobić. A na razie idź na śniadanie - machnął ręką w stronę drzwi. Kiedy wyszłam na korytarz, oparłam się o ścianę. Nie wiem co, ale coś mnie w tym facecie niepokoiło. Zerknęłam na zegarek i odkryłam, że do końca 1. lekcji zostało 5 minut. Pobiegłam szybko z powrotem  do pokoju, by sprawdzić, co mam następne. Biologia. Już miałam wyjść, kiedy coś na planie przyciągnęło moją uwagę. Zajęcia teatralne. O matko ! Zabrzmiał dzwonek i zbiegłam szybko do stołówki. Oczywiście jakimś cudem wszyscy już tam byli. No oprócz Bena.
- Jak wy tutaj tak szybko ? - spytałam, siadając z talerzem obok Yuki.
- Wypuściła nas wcześniej - odpowiedziała dziewczyna.
- Spoko - sięgnęłam do koszyka z pieczywem stojącego na środku stołu. Z torby wyciągnęłam masło orzechowe, prezent na wyjazd od Jack.
- Masło orzechowe?  Serio?  - Spytała Yulia.
- Tak. Dostałam od przyjaciółki na wyjazd - z triumfem odgryzłam kawałek pieczywa,  kiedy do stołówki wszedł Ben.
<Ben?,  Rita? , Yulia?,  Yuki?,  Dean? >

poniedziałek, 17 lutego 2014

Od Rity CD Ellie

Weszłam na piętro. Zaczęłam się zastanawiać gdzie Yulia ma pokój.
-Niech to... Nie będę przeszukiwać całej akademii!-mruknęłam pod nosem. Przeszłam kilka metrów korytarza, gdy zauważyłam uchylone drzwi. Zajrzałam do środka. Miałam szczęście. Yulia siedziała na łóżku z kolanami podwiniętymi pod brodę. Cicho weszłam do środka zamykając drzwi. Dziewczyna na mnie spojrzała. Miała lekko zaczerwienione oczy.
-Już dobrze...-usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Nie.-mruknęła i wyrwała się, siadając dalej.
-Spokojnie. Rozumiem...
-Nie! Nie rozumiesz! Nikt nie rozumie!-przerwała mi.-Wy macie całą rodzinę...-zająknęła się.
-Masz rację. Nie zrozumiem.-pokręciłam głową.-Ale dlaczego tak nie lubisz tego dyrektora? Wydaje się miły.
-On...-dziewczyna się zawahała.-Zawsze wychodził z tego bez szwanku.
-To znaczy...?-spojrzałam na nią zdziwiona.
-Jak byłam mała, moi rodzice wyjechali na narty. Razem z nim. I lawina zasypała matkę, a ojciec miał lekkie odmrożenia.-spuściła wzrok.-A on w tym dniu nawet nie poszedł z nimi na stok. Jakby wiedział co się stanie.
-Ale raz...
-Nie skończyłam.-spiorunowała mnie wzrokiem.-Niedawno ojciec miał jechać z kolegami na konferencję do Moskwy. Mieli wypadek. A on? Nie pojechał.
-A co jeśli to po prostu zbieg okoliczności?
-Dwa razy?-czułam że miała trochę racji. Coś tu było nie tak. Jednak wydawało się to niemożliwe.
-No dobra...-spojrzałam na zegarek.-Mam z tobą zostać?
-Wolę posiedzieć sama...-spojrzała na swoje dłonie. Westchnęłam i wstałam. Poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i usiadłam na łóżku. Dużo myślałam o tej rozmowie. Yulia naprawdę miała ciężko. Po jakimś czasie zasnęłam.
Obudził mnie odgłos budzika. Nie przypominam sobie żebym go nastawiała... Ale co tam. Wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czerwoną koszulkę i czarne spodnie do kolan. Włożyłam wszystko na siebie i zaczęłam czesać włosy. Spojrzałam na plan. Sala 40, angielski. Udałam się na drugie piętro, na którym znajdują się sale lekcyjne. Stała tam Ellie.
-Hej!-pomachała do mnie.-Jak Yulia?
-Dobrze...-skłamałam. Po chwili przyszła reszta. Yulia szła na samym końcu, ze spuszczoną głową. Po chwili przyszła nauczycielka.

<Ellie?>

sobota, 15 lutego 2014

Od Ellie Cd. Rita, Dean

- Yulia ! - zawołała Rita, biegnąc za dziewczyną. Sama walczyłam z chęcią, by to zrobić. Kimkolwiek był dyrektor, nienawidziła go.
- Cóż... To chyba wszystko. Czujcie się jak u siebie w domu - dokończył swoją przemowę uśmiechem i wyszedł. Siedzieliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy. Każdy wpatrzony w swój talerz. Chwilę jeszcze maltretowałam jedzenie widelcem i podeszłam do okienka by oddać talerz.
- Nie smakowało ? - spytała ze zdziwieniem kucharka. Miała ciepłą twarz, okoloną krótkimi rudymi włosami. Miała nie więcej niż 25 lat.
- Nie - uśmiechnęłam się - tylko średnio się czuję po podróży...
- Choroba lokomocyjna ? Jeśli jeszcze będzie cię męczyć, to przyjdź do kuchni i zapytaj o Lucy. Coś wymyślimy - mrugnęła porozumiewawczo, znikając za drzwiami.
- Nie ma to jak zaprzyjaźnić się z kucharką - powiedział ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Bena. W ręce trzymał swój talerz. Jednak przyglądał się mi z zainteresowaniem.
- Nie powinno cię to obchodzić - posłałam mu lodowate spojrzenie.
- A powiedziałem, że obchodzi ? - warknął, przeciskając się obok mnie, by odłożyć talerz. Odchodząc, rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie i wyszedł.
- Przyjemniaczek, nie ma co... - skomentował Dean, kiedy wróciłam do stolika.
- Ech... - westchnęłam, siadając - Jakie macie pokoje ?
- 457 - powiedziała Yuki, odkładając pałeczki.
- A ja 296 - mruknął Irlandczyk.
- Zauważyliście, że jest tak dużo pokoi a oni rozstawiają nas daleko od siebie ? - spytałam, pochylając się w ich stronę - Albo, że nie ma nikogo oprócz nas ?
- Pewnie przyjadą - machnął ręką chłopak - może nawet niedługo... Kto idzie ze mną poczatować ?
- Ja muszę się rozpakować - westchnęła japonka, wstając od stołu - Do zobaczenia - uśmiechnęła się, odchodząc.
- A ty ?
- I tak nie mam co do roboty - stwierdziłam po chwili zamyślenia. Twarz Deana rozjaśniła się.
- Super. Idziemy teraz czy...
- Teraz. Nie chcę nikogo przegapić - zaśmiałam się. Wyszliśmy na dwór. Usiadłam na schodach przed Akademią, podciągając kolana pod brodę.
- Skoro mamy tutaj siedzieć przez jakiś czas, to może powiesz mi coś o sobie ? - zaproponował, patrząc się w bramę.
- Okej - wzruszyłam ramionami - Mam na imię Ellie. Mam 17 lat. Jeżdżę na nartach, czym irytuję rodziców. Nie moja wina, że liczyli na córkę dentystkę - prychnęłam - Mam brata Sama. Ma 7 lat i jeździ konno. Kocha to. Powiedzmy sobie szczerze. Rodzice jak tylko znaleźli tą szkołę, zapisali mnie do niej. Chcieli się mnie pozbyć, bo uważali, że mam zły wpływ na brata. W wolnym czasie czytam książki i rysuję. Ale lepiej tego nie widzieć - zaśmiałam się - Teraz ty.
- Więc... Mam na imię Dean.Mam 18 lat.Moi rodzice są weterynarzami. Dzięki nim kocham zwierzęta. Od 12 lat uczę się tańca irlandzkiego. To dlatego się tu znalazłem.
- Masz jakieś zwierzę ? - spytałam.
- Koty. Dwa. Ale zostały w Irlandii. - zasmucił się.
- Szkoda - powiedziałam cicho. Przez godzinę, wygłupialiśmy się. Nikt nie przyjechał, więc postanowiliśmy wejść do środka.
- Do jutra - pomachałam mu i umknęłam do siebie do pokoju. Najchętniej zobaczyłabym co z Yullie, ale nie wiedziałam, gdzie ma pokój. Poszłam więc do siebie. Kiedy otworzyłam drzwi, mało co nie potknęłam się o dzbanek z herbatą. Uśmiechnęłam się pod nosem, wdychając znajomy aromat. Była również kartka.
Mam nadzieję, że pomoże. Lucy. 
Przebrałam się w piżamę, chwilę jeszcze czytałam książkę i zapadłam w błogi sen...
<Rita? Jak rozmowa z Yullie ? Dean ? Co robiłeś po tym jak poszłam?> 

wtorek, 11 lutego 2014

Od Yulii CD Ellie

Do lodowiska trzeba było dojść przez plac. Wybiegłam na zewnątrz. Wpadłam na Bena i przewróciłam się.
-O matko. Przepraszam...-powiedział.
-Nic się nie stało...-wstałam i otrzepałam się z ziemi.
-To było do ziemi.-uśmiechnął się ironicznie.
-Pacan.-mruknęłam pod nosem. Odeszłam na kilka kroków gdy nagle chwycił mnie za ramię.
-Jestem cierpliwy, ale nie lubię gdy ktoś mnie obraża.
-A jak inaczej można cię nazwać?-wywróciłam oczami. Usłyszeliśmy kroki.
-Masz szczęście. Lepiej się pilnuj.-mruknął i odbiegł. Zmarszczyłam brwi. Okropnie przewrażliwiony. Podszedł do mnie wysoki chłopak z brązowymi włosami.
-Wszystko dobrze?-zapytał. Skinęłam głową.
-Widziałeś?
-Tak. Od początku był jakiś dziwny, ale od rozmowy z dyrektorem jest jeszcze gorszy.
-Co?
-Nieważne. I tak nie znam szczegółów.-spojrzał na mnie. Widać było że nie mówi całej prawdy. Spojrzałam na zegarek.
-Muszę iść. Ale... proszę, nikomu o tym nie mów.-przez chwilę patrzył na mnie zdziwiony, ale w końcu skinął głową. Pobiegłam w stronę lodowiska. Nikogo jeszcze tam nie było, nawet trenerki. Odetchnęłam z ulgą i poszłam do szatni. Włożyłam białe leginsy i bluzę, po czym zaczęłam zawiązywać łyżwy. Kiedy wyszłam, trenerka już na mnie czekała.
-Czekałam 10 minut.-zastukała paznokciem w zegarek. Po chwili weszła Rita, Ellie, Dean i Yuki.
-To przez to, że czekała na nas, proszę jej wybaczyć...-zaczęła Hiszpanka.
-No dobrze...-trenerka westchnęła.-Właź na lód.-machnęła ręką w stronę tafli. Zdjęłam nakładki na ostrza łyżew i zaczęłam jeździć żeby się rozgrzać. Kiedy już byłam gotowa, wykonałam kilka skoków. Potem piruety, a na koniec kilka kombinacji. Podjechałam do bandy. Byłam zmęczona. Nie wiedziałam ile czasu spędziłam na lodowisku, ale to chyba nie miało większego znaczenia.
-Na tą chwilę chyba wystarczy.-powiedziała trenerka.-Jutro zaczniemy ćwiczyć układ na zawody.-kiwnęłam głową. Podjechałam do reszty, siedzieli na trybunach na drugim końcu lodowiska.
-Muy bien!-Rita podeszła do bandy i mnie przytuliła.-Nie znam się na tym, ale byłaś świetna.
-Muszę jeszcze poprawić kilka rzeczy...-powiedziałam.
-To jak ty jeździsz kiedy robisz wszystko jak należy?-zapytała Yuki. Wzruszyłam ramionami.
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Chyba jeszcze nigdy nie pojechałam idealnie...
-Coś tak czuję że niewiele ci do tego brakuje.-powiedział ktoś. Wszyscy się odwrócili. To był ten chłopak, którego dzisiaj spotkałam.
-Jak ty tu...?-zdziwiła się Ellie. Jeszcze przed chwilą go tam nie było.
-Przyszedłem tu na trening. Trochę za wcześnie.-powiedział.
-Kim ty w ogóle jesteś?-zapytała Rita.
-Dmitriy Korolev.-przedstawił się. Mina mi zrzedła.
-Korolev?
-Tak.-kiwnął głową i poszedł w stronę szatni.
-O co tu chodzi? Kim on jest?-zapytał Dean. Był zmieszany, tak jak reszta.
-Syn dyrektora.-mruknęłam i walnęłam pięścią w bandę. Nie wiedziałam zresztą czemu.
-Spokojnie...-Ellie położyła mi rękę na ramieniu.
-Nienawidzę tego gościa.
-Jego?-Dean kiwnął głową w stronę szatni.
-Nie.-powiedziałam i wyszłam poza lodowisko. Nałożyłam na ostrza nakładki i poczłapałam w stronę szatni, z której Dmitriy zdążył już wyjść. Przebrałam się i poszłam w stronę wyjścia. Reszta poszła za mną. Szliśmy w niezręcznej ciszy.
-A tak w ogóle, to dostaniemy tu jakieś jedzenie, czy będziemy tu ciągnąć na głodniaka?-zapytał mnie Dean.
-O 18 musimy iść do stołówki.-odpowiedziałam.
-A która teraz jest?-Rita spojrzała na zegarek.
-17.30.-powiedziała.-Siedzieliśmy tam półtorej godziny.
-Nieźle. To co, spotykamy się tutaj za 20 minut?-Ellie klasnęła w dłonie. Wszyscy kiwnęliśmy głowami i rozeszliśmy się do pokoi.
Po 20 minutach poszłam w umówione miejsce. Wszyscy już tam czekali. Poszliśmy w kierunku stołówki. Kiedy weszliśmy do środka, wszyscy otworzyli szeroko oczy ze zdumienia.
-To wygląda na pięciogwiazdkową restaurację, a nie szkolną stołówkę.-stwierdziła Yuki.
-No... Jedzenie też takie będzie?-zapytała Rita.
-Zależy czy spodobasz się kucharce.-podeszłam do barku i wzięłam swoją porcję. Reszta zrobiła to samo.
-Skąd ona wiedziała co chcę?-zdziwiła się Yuki, patrząc na talerzyk z sushi.
-Nie wiem...-wzruszyłam ramionami i usiadłam przy stoliku. Reszta również usiadła. Po chwili przyszedł też Ben. Usiadł przy innym stoliku, w kącie sali.
-Trochę mi go szkoda.-stwierdziła Ellie.
-Jak chce, to niech tam siedzi. Mógł przecież się tu dosiąść, jest jeszcze jedno miejsce.-Dean wskazał puste miejsce po jego prawej stronie. Wbiłam wzrok w stół. Kątem oka zauważyłam, że Francuz ciągle patrzy w moją stronę. Po chwili wszedł dyrektor.
-Witam was w akademii.-zaczął.-Powstała ona dzięki mnie i mojemu bliskiemu przyjacielowi, który niestety nie doczekał tego momentu...-spojrzał na mnie, a potem kontynuował swoje przemówienie, w tym wspominał mojego ojca. Czułam na sobie spojrzenie Bena. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Wypadłam ze stołówki i wbiegłam na piętro, do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, podkuliłam kolana pod brodę i zaczęłam płakać. Przez śmierć matki, ojca i to, że w ogóle się tu znalazłam.

<Ellie? Co się działo potem?>

poniedziałek, 10 lutego 2014

Od Ellie Cd. Yulia

Stałam przez chwilę z trzema... Nie. Czterema nowymi osobami.
- Co teraz ? - spytał z uśmiechem Dean.
- Yulia mówiła coś o zameldowaniu się - powiedziała niepewnie Yuki. Miała problem z angielskim ? Będę się musiała spytać.
- Tak. Chodźcie za mną - skinęłam głową i ruszyłam powoli w stronę gabinety dyrka. Kiedy weszliśmy do holu usłyszałam znajome och i ach. Wbiegłam po schodach na piętro i stanęłam przed drzwiami z napisem "dyrektor".
- To tutaj. Chyba lepiej będzie, jeśli wejdziecie pojedynczo.
- A potem do chica - powiedziała Rita, pukając do drzwi. Po kolei, każdy odbywał krótką rozmowę, dostawał ten sam zestaw co ja i wychodził. Najdłużej trwała rozmowa Bena. W końcu wyszedł z ponurą miną.
- Coś się stało ? - spytał Dean. Chłopak tylko burknął i z planem w ręce ruszył do swojego pokoju.
- Przyjemniaczek - skomentowała tylko Rita, chwytając swoją torbę.
- Zbiórka za 10 minut w holu ? - zaproponowałam.
- Okej - powiedzieli prawie równo i też zniknęli. W tym czasie odniosłam swoje narty do odpicowanej narciarni.Kiedy wróciłam do holu, stali tam wszyscy oprócz Dean'a. Przyszedł pięć minut później.
- Sorka za spóźnienie. To co ? Idziemy ? - spytał, przeczesując włosy. Przez całą drogę się wygłupialiśmy. W końcu dotarliśmy do lodowiska.
<Yulia?>

Od Yulii CD Ellie

-Nie ma sprawy.-wzięłam dwie walizki, po czym udałyśmy się na piętro do pokoju. Weszłyśmy do środka. Pokój był tak samo duży jak mój. Ścianę zdobiła fototapeta lasu deszczowego.
-Ładnie tu.-powiedziała Ellie. Zaczęłyśmy rozpakowywać jej rzeczy. Po kilkunastu minutach skończyłyśmy.
-Szybko poszło. Niedługo przyjedzie kilka osób... Chodźmy na dół.-dziewczyna kiwnęła głową. Zbiegłyśmy po schodach. Po chwili podjechał jasnoniebieski samochód. Wysiadła z niego średniego wzrostu dziewczyna. Podeszła do nas z szerokim uśmiechem.
-Cześć. Wy też stąd?-zapytała.
-Tak.-odpowiedziałam.
-W takim razie, Rita Suarez.-podała mi rękę, a potem Ellie.-A wy?
-Elisabeth Blue, a to Yulia Romanova.-przedstawiła nas moja towarzyszka. Po chwili przyjechał kolejny samochód. Wysiadł z niego wysoki, rudy chłopak.
-Hej. Widzę że jak zwykle się spóźniłem.-westchnął.
-Nie. Dzisiaj jeszcze mają przyjechać dwie osoby.-uśmiechnęłam się do niego.-Yulia Romanova, Elisabeth Blue, a to Rita Suarez.-przedstawiłam nas po kolei.
-Dean O'Connor.-odwrócił się na chwilę.-Niech zgadnę... Rosja, Hiszpania... A ty?-spojrzał na Ellie.
-Kanada.-powiedziała.
-Fajnie. Ja jestem z Irlandii.-znowu się obrócił.-O. Ktoś jedzie.-spojrzałam za niego. Stały tam dwa samochody. Z jednego wysiadła jakaś Japonka, z drugiego wysoki chłopak.
-No to jesteśmy wszyscy. Na razie przynajmniej.-mruknęłam. Przybysze podeszli do naszej grupki.
-Konichiwa.-przywitała się Japonka. Chłopak tylko pomachał ręką.
-Cześć.-tym razem odezwała się Rita.-Rita Suarez, Dean O'Connor, Elisabeth Blue, Yulia Romanova.-przedstawiła nas.
-Yuki Hashimoto.-powiedziała dziewczyna.
-Ben Verne.
-To jesteśmy w komplecie?-zapytał Dean.
-Tak.-spojrzałam na zegarek. Skrzywiłam się.
-Co jest, chica?-zmartwiła się Rita.
-Za chwilę mam trening. Moja trenerka nie lubi jak się spóźniam.
-Powiesz jej że czekałaś na nas.
-To nic nie da.-zagryzłam wargę.
-No to idziemy z tobą. Nie mamy chyba nic lepszego do roboty, a ja chętnie to zobaczę.-mrugnęła.
-Dzięki. To odnieście walizki i zameldujcie się, a potem przyjdźcie na lodowisko.-wszyscy kiwnęli głowami, a ja wbiegłam do środka i zaczęłam biec przez korytarz.

<Ellie? Co się działo u was?>

Od Ellie Cd. Yulii

- Jest tu ktoś jeszcze oprócz nas ? - spytałam, patrząc w stronę samochodu. Ojciec wyraźnie się niecierpliwił.
- Nie - dziewczyna pokręciła głową.
- A wiesz może, gdzie można się zameldować czy coś ?
- Jasne. Chodź za mną - ruszyła w głąb szkoły.  Zaniemówiłam na widok pięknego holu. Duże schody prowadziły na piętro. Yulia skręciła gwałtownie z lewo i stanęła przed drzwiami z napisem "dyrektor".
- Zaczekam tu na ciebie - oparła się o ścianę z wzrokiem wbitym w podłogę. Zapukałam lekko.
- Proszę - rozległo się ze środka. Weszłam i zobaczyłam wysokiego mężczyznę z brązowymi włosami i zadbaną brodą - Tak ? - wstał, poprawiając garnitur. Gabinet był zadbany i uporządkowany. Przez duże okna wpadało wiele światła.
- Przyszłam się zameldować. Elisabeth Blue - mężczyzna wrócił do biurka, przeglądając papiery.
- Jest. Elisabeth Blue. Lat siedemnaście, Kanada, zjazdy szybkie - wyliczał po kolei.Za każdym razem skinęłam głową - pokój 325. - wręczył mi klucz - Narciarnia powinna być otwarta. Tu masz plan szkoły, lekcje i nauczycieli oraz inne papiery - podał mi teczkę.
- Do widzenia - powiedziałam, wychodząc z pokoju. Na zewnątrz nadal czekała Yulia w takim stanie, w jakim ją zostawiłam.
- Już ? - podniosła głowę.
- Tak. Pójdę po rzeczy i poczekamy we dwie na resztę ? - zaproponowałam. Skinęła głową. Wróciłyśmy się do samochodu. Moje walizki czekały już przy schodach. Łącznie z nartami. Rodzice czekali niecierpliwie w samochodzie. Tylko Sam stał, czekając na mnie niecierpliwie.
- Ellie - zwołał, biegnąc w moją stronę. Rzucił mi się na szyję - Nie odjeżdżaj.
- Muszę szkrabie - pocałowałam go w czoło - Obiecaj, że mnie odwiedzisz - mój brat szybko pokiwał głową - Super. A teraz zmykaj - odstawiłam go na ziemię. Pobiegł do rodziców. Jeszcze chwilę stali a potem odjechali. Tak po prostu. Bez pożegnania.
- Możesz mi pomóc z tymi rzeczami ? - spytałam Yulie, wskazując na dwie walizki - narty zaniosę sama.
<Yulia? Pomożesz mi ?>

niedziela, 9 lutego 2014

Od Yulii CD Ellie

Obudziłam się w pokoju, którego ściany były oklejone niebieską tapetą w białe śnieżynki.
-A więc to prawda...-westchnęłam. Miałam nadzieję, że ojciec nie zginął i że nie przyjechałam do tej akademii wybudowanej przez jego kolegę. Usiadłam na łóżku i omiotłam wzrokiem otoczenie. W rogu leżały moje nierozpakowane walizki. Podeszłam do nich i z jednej wyciągnęłam dżinsową koszulę, białe szorty i białe trampki. Włożyłam to w pośpiechu, po czym wyszłam na korytarz. Byłam tu na razie jedyna. Zeszłam po schodach na parter i zapukałam do drzwi z tabliczką "dyrektor".
-Proszę.-odpowiedział mi męski głos. Weszłam do środka. Za biurkiem siedział wysoki mężczyzna z brązowymi włosami i zadbaną brodą.
-Kiedy przyjedzie jakaś osoba...?-zapytałam.
-Za godzinę.-odpowiedział.-Wiem że jest ci ciężko...-wstał i położył mi dłoń na ramieniu. Strząsnęłam ją. Nie lubiłam tego faceta. Co z tego że był przyjacielem ojca. Hm... No właśnie. BYŁ.
-Dziękuję. To ja potem przyjdę...-wyszłam w pośpiechu z biura i udałam się na piętro. Postanowiłam się wypakować. Weszłam do pokoju i otworzyłam walizkę z ubraniami. Włożyłam wszystko do szafy i kredensu. Otworzyłam kolejną walizkę, itd. Na koniec powiesiłam parę łyżew na haku wystającym ze ściany. Spojrzałam na zegarek. Minęła godzina. Szybko zbiegłam po schodach i wybiegłam na zewnątrz. Przeczesałam włosy ręką i oparłam się o ścianę budynku. Po chwili przyjechał czarny samochód. Wysiadła z niego jakaś dziewczyna. Spojrzała na mnie ciekawsko i podeszła.
-Cześć. Elisabeth Blue.-powiedziała i podała mi rękę.
-Yulia Romanova.-przywitałam się.

<Ellie? Co było dalej?>

Witajcie...

Witajcie wszyscy, którzy tu wchodzicie przez nasze bramy. Uwielbiam ten tekst. Jestem Elisabeth, ale wszyscy mówią mi Ellie. Może cię oprowadzę. Akademia ta powstała niedawno. Zbudowano ją na potrzeby osób takich jak my. Przewyższających innych pod względem pewnych umiejętności.  Na przykład taka Yulia. Tak tamta na lodowisku. Jest z Rosji i wymiata na łyżwach. Ja wolę narty. A tam pod drzewem siedzi Ben. Ogólnie, każdy z nas, uczniów, ma pewien duży talent i przyjechał tutaj by rozwijać go z najlepszymi z najlepszych. Rozgość się i rozpakuj a ja lecę na trening. Paaa...