-Świetnie.-mruknęłam. Ben spojrzał na mnie wilkiem.
-Mogę cię na chwilę prosić...?-odciągnął mnie od stolika.-Czy przy niej możemy się zachowywać normalnie?
-Szczerze? O dużo prosisz.-prychnęłam.
-Jedna osoba. To aż tak dużo?
-Jeśli chodzi o ciebie, to tak.-wywróciłam oczami.
-Tylko przy niej.
-Niech ci będzie.-skinęłam głową. Przyszliśmy ponownie do stolika. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Po chwili podszedł do nas Emil razem z Ritą i Ellie.
-Cześć.-powiedzieli, po czym się przysiedli. Nadal wszyscy milczeli. W końcu nie wytrzymałam i wstałam. Odłożyłam talerz i wyszłam na dwór.
-Jak tam?-Jem usiadł obok mnie.
-Dobrze.
-Masz jeszcze dzisiaj jakieś zajęcia?
-Czy to miała być próba zaciągnięcia mnie ponownie do tego pokoju?
-Być może.-chłopak wzruszył ramionami.
-Muszę cię rozczarować.-westchnęłam.-Ale jutro jest sobota, czyli raczej nie mam nic w planach.
-Czyli jutro?-zapytał dla pewności. Skinęłam głową, po czym wstałam i poszłam w stronę lodowiska. Weszłam do szatni, przebrałam się i weszłam na taflę.
-Pamiętasz wszystko, czy mam jeszcze ci podpowiadać kroki?-zapytała trenerka.
-Postaram się wykonać to sama...-odpowiedziałam, a chwilę potem już wykonywałam układ.
-Dobrze.-trenerka klasnęła. Obok niej stał Dmitriy.
-Czuję że jeszcze trzeba co nieco poprawić.-powiedziałam. Włożyłam nakładki na ostrza łyżew i poczłapałam w stronę szatni. Kiedy się przebrałam i wyszłam na zewnątrz, poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
-Spróbuj obracać się trochę szybciej.-poradził Dmitriy.
-Eee... Dziękuję. Wypróbuję to... następnym razem.-podziękowałam.
-Jak będziesz jeszcze potrzebowała pomocy, możesz mnie pytać.-uśmiechnął się, po czym odszedł. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. W końcu zasnęłam.
***
Samochód jechał oblodzoną drogą. W środku siedziało 4 wesoło rozmawiających mężczyzn. Jeden z nich w zadowoleniu podkręcał bujnego wąsa. Żaden z nich nie był świadom niebezpieczeństwa, które ich spotka. Po chwili pojazd wpadł w poślizg. Kierowca nie zdołał nad nim zapanować, dachował i wpadł na samochód jadący z naprzeciwka. Nikt nie powinien przeżyć. Jednak, można było dostrzec tego jednego mężczyznę, czołgającego się przez okno. Ktoś wyszedł z lasu.
-Chodź za mną, będziesz bezpieczny.-człowiek pomógł wąsaczowi wyjść i skierowali się do lasu.
***
Obudziłam się i przetarłam oczy.
-To niemożliwe...-szepnęłam. Nie wiem czemu, ale moje sny w większości są prawdziwe. Narzuciłam na siebie dżinsy i bluzę, po czym pobiegłam korytarzem. Zapukałam do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Zapukałam mocniej.
-Tak?-Jem wpuścił mnie do środka.
-Muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham.
-Przed chwilą coś mi się śniło...-zaczęłam.-Że mój ojciec jednak przeżył.
<Jem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz